Przez lata trzymałem bloga na WordPressie. Działał, ale za każdym razem jak chciałem coś wrzucić, kończyło się na: zaktualizuj core, zaktualizuj pluginy, sprawdź czy nic nie wybuchło, potem może napisz posta. W końcu miałem dość.
miszka.info stoi teraz na Hugo — generatorze stron statycznych. Treść piszę w Markdownie, trzymam w repo na GitHubie, a GitHub Pages serwuje gotowy HTML. Tyle.
Co mnie przekonało?
Przede wszystkim — spokój. Nie mam bazy danych, nie mam PHP, nie mam panelu logowania, który ktoś próbuje brute-force’ować o 3 w nocy. Statyczne pliki HTML i CSS — nie ma czego atakować.
Nie muszę śledzić aktualizacji pluginów, bo ich nie mam. Nie muszę się zastanawiać czy nowa wersja WordPressa nie zepsuje motywu. Nie debuguję dlaczego formularz kontaktowy nagle przestał działać.
Hosting? GitHub Pages, ktory kosztuje $4 miesięcznie. Deploy? git push. Serwer? Żaden — nie potrzebuję PHP, nie potrzebuję bazy, nie płacę za hosting.
A zarządzanie treścią? Nowy post = nowy plik .md w katalogu content/. Commit, push, koniec tematu. Moim edytorem stał się vscode.
Jak to wygląda pod spodem?
Repo ma prostą strukturę:
content/— posty w Markdownie, pogrupowane w sekcje (gotchas, releases, guides)layouts/— szablony HTML pisane od zera, bez zewnętrznego theme’astatic/— CSShugo.toml— cała konfiguracja w jednym pliku
Hugo buduje z tego stronę w kilkanaście milisekund. Serio, szybciej niż zdążę przełączyć się na przeglądarkę.
Po co w ogóle ten blog?
Chcę mieć jedno miejsce na rzeczy, które rozgryzłem i nie chcę rozgryzać ponownie. Jeśli spędziłem godzinę na googlowaniu/LLMowaniu czegoś — wrzucam notatkę tutaj. Dla siebie za pół roku, albo dla kogoś kto trafia na ten sam problem.